Z braku czasu tylko mała
Wtorek, 10 czerwca 2008
· Komentarze(1)
Kategoria Las
Z braku czasu tylko mała wycieczka do Kampinosu.
Miałem wstać o 7, bo czas miałem tylko do 13, ale wieczorem sobie z kimś rozmawiałem i nie udało mi sie wyspać do 7. Wstałem o 9.40, szybkie śniadanko, napełnienie bidonów i jazda...:) Standardowo kierunek Zaborów, gdzie wpadłem na niebieski szlak. Odwiedzając bagienka (górne błota) byłem w szoku, nie licząc przewróconych drzew to tylko raz musiałem zejść z roweru, po prostu wszystko wyschło. Jechałem cały czas do Lasek, gdzie wyskoczyłem na drogę Łączniczek AK (najfajniejszy "kawałek" puszczy), oczywiście ile sił w nogach na pedały i dobrze unikać wszystkich przeszkód. Wyjechałem koło kapliczki w Sierakowie, gdzie jakieś kobiety zaprosiły mnie na msze przy tej kapliczce o 14, która odbywa się tylko raz w roku, niestety nie mogłem skorzystać z okazji, musiałem gnać do domu, bo już miałem mało czasu, więc przejechałem przez cały Sieraków i wyskoczyłem na zielony szlak, następnie na niezbyt ciekawy niebieski i dojechałem do samego Truskawia. W Truskawiu żółtym na Zaborów Leśny, a następnie niebieskim przez bagienka do Zaborowa (gdzie spotkałem się z Sajkorem, który właśnie wjeżdżał do puszczy) i do domciu.
W takim skwarze 1,5l napojów to było mało, nawet na tak krótki dystans, wróciłem do domu wypluty, a w Kampinosie było tak strasznie sucho, że piach mam wszędzie w rowerze... a dzień przed tym wypadem czyściłem cały napęd... ech.. ;)
Miałem wstać o 7, bo czas miałem tylko do 13, ale wieczorem sobie z kimś rozmawiałem i nie udało mi sie wyspać do 7. Wstałem o 9.40, szybkie śniadanko, napełnienie bidonów i jazda...:) Standardowo kierunek Zaborów, gdzie wpadłem na niebieski szlak. Odwiedzając bagienka (górne błota) byłem w szoku, nie licząc przewróconych drzew to tylko raz musiałem zejść z roweru, po prostu wszystko wyschło. Jechałem cały czas do Lasek, gdzie wyskoczyłem na drogę Łączniczek AK (najfajniejszy "kawałek" puszczy), oczywiście ile sił w nogach na pedały i dobrze unikać wszystkich przeszkód. Wyjechałem koło kapliczki w Sierakowie, gdzie jakieś kobiety zaprosiły mnie na msze przy tej kapliczce o 14, która odbywa się tylko raz w roku, niestety nie mogłem skorzystać z okazji, musiałem gnać do domu, bo już miałem mało czasu, więc przejechałem przez cały Sieraków i wyskoczyłem na zielony szlak, następnie na niezbyt ciekawy niebieski i dojechałem do samego Truskawia. W Truskawiu żółtym na Zaborów Leśny, a następnie niebieskim przez bagienka do Zaborowa (gdzie spotkałem się z Sajkorem, który właśnie wjeżdżał do puszczy) i do domciu.
W takim skwarze 1,5l napojów to było mało, nawet na tak krótki dystans, wróciłem do domu wypluty, a w Kampinosie było tak strasznie sucho, że piach mam wszędzie w rowerze... a dzień przed tym wypadem czyściłem cały napęd... ech.. ;)